Czytasz posty znalezione dla frazy: Rak płuc z przerzutami





Temat: ktos bliski umiera
pisalam dzisiaj na forum zdrowie
moja ciocia umiera na raka
zupelnie niespodziewanie
wszyscy mysleli, ze to ostroporoza a to rak pluc z przerzutami na kregoslup
:((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((
mam taki metli w glowie, ze nie wiem co robie i nie wiem co robic - wiem ze nie
wolno mi plakac ze nie wolno pokazywac ze ciocia nie moze sie dowiedziec
ale poza tym nic wiecej nie wiem
to siostra mojej mamy
ja bym sama umarla gdyby moja siostra byla na miejscu cioci Przeglądaj więcej postów





Temat: ktos bliski umiera
gepart_czester napisała:

> pisalam dzisiaj na forum zdrowie
> moja ciocia umiera na raka
> zupelnie niespodziewanie
> wszyscy mysleli, ze to ostroporoza a to rak pluc z przerzutami na kregoslup
> :((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((
> mam taki metli w glowie, ze nie wiem co robie i nie wiem co robic - wiem ze nie
>
> wolno mi plakac ze nie wolno pokazywac ze ciocia nie moze sie dowiedziec
> ale poza tym nic wiecej nie wiem
> to siostra mojej mamy
> ja bym sama umarla gdyby moja siostra byla na miejscu cioci


GEPART, trzymaj się! Kurcze, jakie to banalne, ale trzymaj się. Nie wiem co mam napisać :(
Przeglądaj więcej postów





Temat: Teściowa ma raka
Dzięki. Jest to rak płuc z przerzutami do watroby. Są już zajęte węzły chłonne.
Teściowa generalnie nie czuje się specjalnie źle, ale jest słaba, apatyczna.
Z dostępem do lekarza nie ma problemu ( moja mama jest pediatrą; brat -
chirurgiem). Problem polega m.in. na tym, że każde racjonalne działanie jest
przez teściową negowane. Jest również kwestia pieniędzy - teściowa jest w nie
najlepszej sytuacji finansowej - my możemy sobie pozwolić na znacznie więcej.
Mimo bardzo nieprzyjemnych starć na tle pieniędzy sprzed wielu, wielu lat -
chętnie partycypowalibyśmy finansowo w opiece i leczeniu. Trudno jednak
cokolwiek zrobić gdy teściowa ( być może targana wyrzutami sumienia sprzed
dwóch dziesiątek lat) odrzuca pomoc. A tej znów domaga się szwagierka.
Dając pieniądze szwagierce nie mam wcale pewności czy zostaną one przeznaczone
na opiekę nad matką a nie wsadzone do pończochy.
Mąż jest u kresu sił, a przed nim jeszcze ciężkie chwile. Przeglądaj więcej postów



Temat: smutno mi...:-(
borówka
życże zdrowia teściowej, pamiętam, że kiedys pisałaś że to rak.
Opowiem Ci pewną historię.
Mój tata w czerwcu bardzo źle zaczął się czuć. Okazało się, że ma dużo wody w
(na) płucach. Zaczęli mu ją ściągać, zrobili dokładne badania i okazało się że
to był rak płuc z przerzutami na wezły chłonne.
Na pierwszą chemię- na szczęscie szybko się dostał- pojechał 16 lipca- ja dzień
później urodziłam Natalkę. Kilka dni wcześniej mówił, że pewnie nawet jej nie
zobaczy, że nie zdąży. Przychodziłam do domu i płakałam.
Lekarze dawali mu pół roku, nie wierzyli, że chemia pomoże.
Ale pomogła, niestety nie do końca, bo nadal ma to paszkudztwo w sobie, ale jest
troszkę zminimalizowane. Tata stracił wszystkie włosy, które teraz pięknie
odrosły. Jeździ co 3 tygodnie na badania i na "dolewki". Fakt, czasami bardzo
źle sie czuje ale żyje, cieszy się że może opiekowac się swoją ukochaną wnuczką.
Nie nalezy sie poddawać. Trzeba walczyć.
Mojego kolegi matka zachorowała na rak 6 lat temu, oczywiście były przerzuty.
Niestety już nie żyje, ale tez jej dawali mało czasu, a jednak 6 lat cieszyła
się jeszcze swoimi dziećmi.

Jeszcze raz życzę zdrowia, a całej rodzinie pozytywnej energii. Przeglądaj więcej postów



Temat: Rak
Rak
Do tej pory myślałam że zdarza się wszędzie ale nie w moim otoczeniu.I stało się.
Kobieta którą znam już X lat pojechała do szpitala bo miała straszne bóle głowy.Pojechała 2 tyg temu,3 tyg temu jeszcze z nią nawijałam o pierdołach i śmiałyśmy się z głupot.
Dziś ta osoba nie pamięta nawet co zjadła na obiad...
Rak płuc,z przerzutami do mózgu...
Straszne,straszne,straszne ((

Przeglądaj więcej postów



Temat: czas umierania...
Dziewięć lat temu zmarła moja mama. Też rak płuc z przerzutami.
Lekarze powiedzieli mamie na co choruje, ale nie odebrali jej
nadziei, mówili, że trzeba leczyć, przyjmować chemię, że jest
szansa. Mnie lekarka prowadząca powiedziała, że nie ma nadziei,że to
kwestia tygodni. Nie powiedziałam mamie, że umiera. Nie mogłam.
Mówiłam jej, jak to będzie, co zrobimy gdy wyzdrowieje. Okłamywałam
mamę, wiem,że ona to właśnie chciała ode mnie słyszeć. Nie wiem, na
ile sama zdawała sobie sprawę w jakim była stanie. Może się
domyślała. Bogu dzięki,spowiadała się w szpitalu, przyjmowała
Komunię Św., choć nie była zbyt praktykująca. A duszności to jest
coś strasznego, coś gorszego od bólu. Mama zmarła w domu, chodziła
do końca, nagle kazała mi otworzyć okno, powiedziała, że się dusi.
Ja szarpałam się z tym oknem, nie mogłam otworzyć, nie mogłam mamie
pomóc, nie mogłam zrobić nic i mama się poprostu udusiła. Będę się
modlić za Babcię Twojego męża, Nati. Wiem co czujecie. Twój post
wywołał we mnie te smutne wspomnienia no i się rozpisałam.... Przeglądaj więcej postów



Temat: noni
noni
Co sądzicie na temat tych " cudownych" specyfików. Moja mama wracając ze
Stanów z chorym ojcem(rak płuc z przerzutami do mózgu) przywiozła kilka
butelek Noni. Leżą na półce. Nikt o to nie pyta. Czytałam trochę w
internecie,informacje są skrajne. Myślę , że tu wiara w ten specyfik ma duże
znaczenie w leczeniu a nie on sam. A wy ci sądzicie? Przeglądaj więcej postów



Temat: pierwsza wiosna bez mamy :(
18 lutego minęły dwa miesiące od śmierci mojej mamy :( Tak cięzko
żyć , wiosna bez niej nie jest juz taka sama.Zawsze mogłam się do
nie przytulić a teraz brak mi jej ciepła rąk , oddechu,bicia serca
kiedy się do niej przytuliłam.....:( czy kiedykolwiek to minie ? a
jeszcze dwa miesiące temu planowałam z nią wiosnę i lato choć
widziałam ,że już tego nie doczeka ( rak płuc z przerzutami)
kłamałam i płakałam po cichu,mówiąc że wszystko będzie dobrze :(
trzymaj się ......pozdrawiam Przeglądaj więcej postów



Temat: Krztuszenie się- rak płuc
Agnieszko
U mojego taty też tak było. Tato chciał jeśc, po kilku łykach nawet
wody, wymiotował . Nie pomagały nawet leki przeciwymiotne(pół
godziny przed jedzeniem). Nawet leki lądowały zaraz w misce. lekarz
wytłumaczył mi ze spowodowane jest to uciskiem wątroby na żołądek
(rak płuc z przerzutami do wątroby,kości). Kroplówka była codziennie
2 razy bardzo wolno puszczana ,żeby nie spowodowac obrzęku płuc.
Tato bardzo chciał jeśc, codziennie było to samo talerz z jedzeniem
a pod spodem miska , bo zaraz wymiotował.Może już był zajęty tez
żołądek , przewód pokarmowy .Był bardzo dzielny , cierpliwy.
Wiem,że za bardzo nie pomogłam. Napisałam tylko, że było podobnie,
krztuszenie , zchłystywanie się, w oczach chudł.
Życzę dużo siły, nadziei.pozdrawiam .Asia

ps. Czasami na przekór wszystkiemu robiłam kawkę i powoli przez
słomke tato sobie parę łyczków wypił ....jak dawniej. Przeglądaj więcej postów



Temat: Poddaję się..
Yago rozumiem Cię doskonale, moja mama umarła miesiąc temu (rak płuc z przerzutami na mózg) i też przeżyliśmy bardzo ciężkie i trudne chwile - ale NIE uciekaj teraz od mamy. Ona teraz bardzo Cię potrzebuje!!! Wiem że to Twoja reakcja obronna - ale kto ma jej zapewnić teraz poczucie bezpieczeństwa jeśli nie Ty, jej własne dziecko? Pomyśl, że gdyby sytuacja była odwrotna, Twoja mama nie odstępowałaby Cię na krok w chorobie i w bólu i przytulałaby do końca, pamiętaj o tym. A i Ty nie uciekałabyś od własnego dziecka gdyby było chore. Od mamy nie wolno Ci teraz uciekać. Naprawdę musisz sobie teraz poukładać w głowie tą sytuację - aby funkcjonować teraz DLA MAMY, a jeżeli ta sytuacja Cię przerasta proszę poradź się psychologa - przy Hospicjach jest pomoc psychologiczna dla rodzin, naprawdę warto, mojej cioci (siostrze mojej mamy) bardzo pomógł taki psycholog przed mamy śmiercią w tych ciężkich momentach. Przeglądaj więcej postów



Temat: niedrobnokmórkowy rak płu koniec chemii i co dalej
niedrobnokmórkowy rak płu koniec chemii i co dalej
Witam, proszę o jakiekolwiek info. Mama ma 46 lat, rak płuc z
przerzutami na wątrobę i węzły chłonne stadium IV. Dodatkowow
pojawiła się gruźlica (póki co jej podejrzenie) i jakaś
niezidentyfikowana bakteria. Aktualnie jest w domu, po trzeciej
chcemii. Na 12 lutego wyznaczono kolejny pobyt i ostatnią chemię. I
tu moje pytanie: jaka jest procedura po skończeniu ustalonych kursów
chemii? Dziękujemy i do domu, czy coś dodatkowo? Czy lekarze mogą
zalecić kolejne chemie? Przeglądaj więcej postów



Temat: Czy to już koniec?
Czy to już koniec?
Tata, który jest w bardzo ciężkim stanie ( rak płuc z przerzutami na kości) od kilku dni bardzo się zmienił. Bardzo wierzył w moc hemioterapi którą miał dostać w przyszłym tygodniu na własną odpowiedzialność ( lekarz daje małą szanse że ją przeżyje ) od kilku dni mówi że jednak przegrał. Co gorsza właśnie od kilku dni Jego kończyny ( szczególnie nogi) stają sie coraz zimniejsze a ciśnienie spada. Tata mimo swej wielkiej nadzieji teraz już sam mówi że umiera. Czy może mi ktos napisać jak wyglądają ostanie dni chorych Przeglądaj więcej postów



Temat: rak niedrobnokomórkowy pluc :-(
Witam wszystkich i bardzo się cieszę, że taka grupa powstała! W
styczniu wykryto u mojego brata, niedrobnokomórkowy rak płuc z
przerzutami do węzłów chłonnych. Jest leczony paliatywnie i lekarz
prowadzący daje mu jeszcze kilka, kilkanaście miesięcy życia. On
oczywiście nie wie całej prawdy. Dla mnie to, co mówią lekarze jest
tak bardzo nierealne...! Mój brat jest starszy ode mnie o 9 lat i
nigdy jeszcze nie rozumieliśmy się tak dobrze jak teraz, on ufa mi
tak bardzo, że czasem mnie to przeraża. Nasze życie toczy się teraz
od chemii do chemii a ja za każdym razem jestem przerażona jak jego
organizm zareaguje na kolejną dawkę chemii i czy zostanie
zakwalifikowany do kolejnej. W maju ma termin na czwartą chemię
(pierwszą ledwo przeżył, po trzeciej tak bardzo spadły mu wyniki, że
musiał mieć transfuzję krwi. Ale jest tak bardzo pogodny i pełen
nadziei na wyzdrowienie:( że tylko to daje mi kolejne siły do walki,
do wyszukiwania kolejnych cudownych środków. Chyba za bardzo się
rozgadałam, ale tylko Wy do końca rozumiecie, co się czuje w takich
chwilach.
Dziękuję i pozdrawiam
Katarzyna
Przeglądaj więcej postów



Temat: HOSpicjum DOMowe - jak to wygląda?
HOSpicjum DOMowe - jak to wygląda?
Napiszcie proszę jak był w Waszych rodzinach? - chodzi o hospicjum domowe.

Moja mama zostanie wkrótce wypisana do domu po udarze mózgu (rak płuc z przerzutami na mózg i te przerzuty właśnie wywołały udar).
Pozostaje opieka paliatywna - tak powiedzieli lekarze ale nie chcemy żeby mama była na oddziale paliatywnym. Chcemy aby była w domu i dochodzili ludzie z hospicjum - ale zupełnie nie wiem jak będzie wyglądała opieka nad nmamą w praktyce.
Na dzień dzisiejszy mama sama je, siada może chodziła troszkę dzisiaj z pomocą. Zawsze ktoś z rodziny będzie z nią w domu ale trochę się boję że sobie nie poradzę gdy coś się będzie działo.
Mama nic nie wie o przerzutach, chce się leczyć..

Jak popradzić sobie z własnym lękiem? Czy powiedzieć mamie część prawdy? Czy Wasi bliscy wiedzieli że już nie ma nadziei na leczenie i że odchodzą czy ukrywaliście to przed nimi? Przeglądaj więcej postów



Temat: rak płuc
Jeżeli Twój tata ma chore serce to dlatego chemia jest
wykluczona.Serce może chemii nie wytrzymac .Mój tato miał zawał
podczas chemii, chociaz w cześniej się na serce nie leczył.Potem juz
było tylko leczenie serca.Od diagnozy rak płuc z przerzutami do
wątroby ...potem kości zył 3,5 miesiaca. Chemia jest nadzieją dla
chorego ale i czasami tak jak w naszym przypadku szybszym zabójcą.
Znajde swój wątek miałam podobną sytuację moze
skorzystasz.Pozdrawiam. Przeglądaj więcej postów



Temat: Drob.rak płuc z przerzutami na wątrobę,kości,płuca
Drob.rak płuc z przerzutami na wątrobę,kości,płuca
Mój tato od 15 maja ma rozpoznanego raka drobnokomórkowego płuc.Z chwilą
rozpoznania miał juz chorobę rozsiana do wątroby i w obrębie jednego płuca.Po
pierwszej chemii(trzydniowej cisplatyna i vepesyt)miał zawał i angioplastykę
jednego naczynia.
Teraz ma bóle w kręgosłupie i nogach na co dostał tramal+ketonal 3 razy
dziennie. Chemia została odstawiona ze względu na serce. Badanie kości
scyntografia dopiero 30.07 , naświetlanie prawdopodobnie bedzie ale tylko
paliatywne.
Tato jest w domu czeka na badanie i na dalsze leczenie .Bierze garść leków
na chorobę naczyniową serca i tramal i ketonal na bóle w kościach (nie
chciano nam przepisać żadnych bifosfonianów). Schudł 5 kg. przy szczupłej
budowie ciała.
Teraz od kilku dni doszły bóle w okolicach żołądka.
nie wiem gdzie mam teraz się z tatą udać czy znowu do onkologa , czy
gastrologa , czy robić jakieś badania wcześniej żeby mieć juz gotowy wynik,
ale jakie ?
Tak szkoda mi taty ,jest już taki biedny,a jego leczenie zamyka się do
leczenia bólu!?
Co robić? CZy mamy jeszcze szanse na chemię? czy jeszcze szukać lekarzy
prywatnie którzy by podjeli sie leczenia taty chemią
Pozdrawiam wszystkich mocno .MOŻE ktos miał podobną sytuację?
Merosiu co u Ciebie? Przeglądaj więcej postów



Temat: leczenie bólu
leczenie bólu
Tato dzisiaj został wypisany do domu,rak płuc z przerzutami prawdopodobnie do
kości -scyntygrafia 30stego lipca , do tej pory na ból dostawał 3 razy
dziennie tramal forte +ketonal, dzisiaj w wypisie jest morfina ! , czy nie
zawcześnie , zaraz ide wykupic recepty , ale się obawiam czy nie zawcześnie
zostanie podana morfina , inny lekarz mówił mi że przed morfina jest jeszcze
cała gama leków ...a tu.
Doradźcie. pozdrawiam
Przeglądaj więcej postów



Temat: DLACZEGO RAK ZABIJA??????????????
Rak płuc u mojego taty-późna diagnoza
Lekarz rodzinny przez 2 miesiace leczył tatę na rwę kulszowa 3
miesiące leczył bóle w klatce piersiowej i przeziębienie -mówiąc, że
to nerwobóle , potem że pewnie zwyrodnienie kręgosłupa . No i
łaskawa pani doktor wymyśliła wreszcie prześwietlenie tego
kręgosłupa , gdzie wyszło przy okazji! zacienienie na płucach. Tato
regularnie chodził do lekarza , rok temu miał wykonane
prześwietlenie klatki piersiowej- było czysto . Ale u nałogowego
palacza (Z 50letnim starzem ) można samemu sie domyśleć że coś jest
nie w porządku . Tylko moja mama cały czas obawiała się i przy
każdej wizycie prosiła ,żeby ojciec brał skierowanie na
prześwietlenie .
Rak płuc z przerzutami do kości i wątroby.Jedna chemia ,nie ma już
dalszego leczenia ze względu na zły stan serca .
Wczoraj poszła do lekarza rodzinnego żeby napisała skierowanie na
badania krwi i coś na odwodnienie .
Pani doktor , powiedziała żebym tatę zapisała do hospicjum i tam
wszystko dostanie .
Pseudo -leczenie u rodzinnego a potem hospicjum to nam serwuje
służba zdrowia. Przeglądaj więcej postów



Temat: DLACZEGO RAK ZABIJA??????????????
Moze troche sie spoznilam z odpowiadaniem na tego posta, ale chce dorzucic kilka
slow odnosnie profilaktyki. Pod koniec 2003 roku u mojego taty przez przypadek (
trafil do szpitala z krwotokami z nosa) wykryto raka prostaty ( bedac w szpitalu
prywatnie zrobil PSA). W zasadzie wszystko potoczylo sie blyskawicznie, ustalono
przyczyn krwotokow, ale po wielu wizytach u specjalistow tata wybral usuniecie
guza poprzez laparoskopie w Bydgoszczy. Musze jeszcze dodac, ze zdecydowal sie
na ta metode tylko dlatego, ze bal sie nietrzymania moczu czesto zwiazanego z
innymi sposobami leczenia. Po operacji lekarz zajmujacy sie tata zalecil badanie
PSA raz w roku i poza opieka zwyklej przychodni nic. Dlugo nie trzeba bylo
czekac na kolejna tragedie- w listopadzie tego roku przy okazji badan okresowych
okazalo sie, ze tata ma guza na plucu. Po pobycie w szpitalu na Plockiej i
badaniach diagnoza sie potwierdzila- niedrobnkomorkowy rak pluc z przerzutami do
watroby.
Na koniec cisnie mi sie tylko na usta jedno pytanie- jak mozna nie zlecic
szczegolnej opieki onkologicznej po zabiegu usuniecia nowotworu zlosliwego? Jak
mozna bagatelizowac dolegliwosci? Jakis czas temu tate bolaly ramiona, dostal
srodki przeciwbolowe i masci a jest to wynki naciekania guza w srone ramienia.
Nie wspomne juz o bolach stawow i kosci. Przeglądaj więcej postów



Temat: Jakich argumentów użyć? pomóżcie!!!
eremko, no jak ta kobieta takie wyroki może wydawać jakim prawem !! zamyka
drogę , skreśla, podcina skrzydła !
U mojego taty mija trzecia doba po zawale, ciśnienie podtrzymują lekami,
jeszcze czeka go za 2 tyg. zabieg na sercu -plastyka naczyń wieńcowych ...no
przecież też ktoś by mógł tu powiedzieć że po co skoro ma raka ....jak
widzicie kochane życie nas stawia cały czas przed nowymi wyzwaniami ...2 lata
temu naczyniak -nieoperacyjny w mózgu ,doktor powiedział żyje pan na minie ,
która w każdej chwili może wybuchnąć , niecały miesiac temu , usłyszeliśmy że
rak płuc z przerzutami do wątroby -tylko leczenie paliatywne,potem zaraz
przerzut do kości ,teraz zawał.I tak rak przeszedł na plan dalszy .
Moje następne zadanie to znowu dotarcie do dr Lasoty i opracowanie dalszego
leczenia onkologicznego taty....nie wyobrażam sobie że mogą mi powiedzieć że
nic nie mogą już zrobić..
Trzymajcie się mocno. Przeglądaj więcej postów



Temat: Nie popalisz na warszawskim przystanku
Popieram, ale czy to będzie egzekwowane? Wiele razy zwracałem uwagę, najczęściej kończyło się to olaniem osoby palącej lub głupim komentarzem. A za palących płacimy wszyscy z ubezpieczenia zdrowotnego - leczenie (przynajmniej sama radioterapia, nie liczę leków, hospitalizacji, operacji i badań) osoby chorej na raka płuc, krtani, jamy ustnej itp (związanych z paleniem) kosztuje ok 30tys złotych. Osoba z zaawansowaną chorobą (np rak płuc z przerzutami do kości) i tak szybko umrze. Przeglądaj więcej postów



Temat: rak :(
yasper77 napisał:

> Czy jest coś lub ktoś co może
> pomóć, wyleczyć, przedłuzyc
> życie bez cierpień?
> Co wiecie?
> (Rak płuc z przerzutami - szybkie tempo)

strasznie ciężko mi to pisać
ale nie bardzo są szanse na wyleczenie - piszesz
o szybkim tempie postępowania choroby;
chociaż wiara czyni cuda;
można ulżyć w cierpieniu
ale trochę za mało informacji co do
ogólnego stanu chorej osoby;
niedawno zmarła moja mama na raka płuc,
wiele przeszła,
jeżeli masz ochotę możesz pisać na e.mail
może będę mogła ci jakoś pomóc
Pozdrawiam Przeglądaj więcej postów



Temat: papierosy a szanse na zdrowe dziecko
Mam szczęście, bo w mojej rodzinie nikt nigdy nie palił i nie pali, ja sama
naturalnie też nigdy nie paliłam. Jestem przeciwniczką papierosów, choćrozumiem,
że jak już sięzacznie, to skończyć musi być potwornie trudno (rozumim naturę
nałogu, bo w rodzinie stoczyliśmy walkę z nałogiem alkoholowym).

Widziałam śmierć dwóch chłopaków niewiele ode mnie starszych, 34 i 38 lat, moich
kolegów, obaj zmarli na raka płuc z przerzutami. Obaj osierocili małe dzieci, że
o żonach nie wspomnę. I przyjaciel mojego ojca, też rak płuc z przerzutami do
mózgu, 50 lat - nie doczekał narodzin wymarzonego wnuka. I syn mojej koleżanki z
liceum, który urodził się niesłyszący, całkowicie głuchy, bez szansy na
operację, aparat itp. (zdaje się niewykształcone nerwy słuchowe - podobno typowe
u dzieci palaczek).

Dziewczyny, nie potępiam, bo wiem co to nałóg. Trzymam kciuki, MUSI Was się udać
rzucić palenie, próbujcie, próbujcie, próbujcie!!!


Przeglądaj więcej postów



Temat: rak płuc z przerzutami
rak płuc z przerzutami
Hej!
Podzielcie się doświadczeniami i pocieszcie mnie.
Mój tato (55 lat) ma raka obydwu płuc z przrzutami do mózgu.
Ma radioterapię. Jakie są szansę ??????
Przeglądaj więcej postów



Temat: rak :(
rak :(
Czy jest coś lub ktoś co może
pomóć, wyleczyć, przedłuzyc
życie bez cierpień?
Co wiecie?
(Rak płuc z przerzutami - szybkie tempo) Przeglądaj więcej postów



Temat: NASZE HISTORIE
Re: Jak wszystko się zaczęło ... ( nasze historie
kolorowa_karteczka 22.12.07, 20:42 Odpowiedz
Jak się zaczęło? Banalnie. Niewinnie.
Gorączka, powiększony węzeł chłonny, czasem jakiś ból głowy, czasem
nudności,
czasem wstałam z nocy cała zlana potem. Długo bagatelizowałam te
objawy. Szkoda.
Po namowach rodziny wybrałam się do lekarza. Nie trafiłam na lekarzy
domyślnych
i pomocnych. Jeden zdiagnozował grypę żołądkową i wysłał do domu z
antybiotykiem. Drugi zdiagnozował anginę, wysłał do domu z
antybiotykiem. Ani
jeden ani drugi nie skojarzył faktów, nie wziął pod uwagę moich
objawów
dosłownie. Trafił się 3 lekarz i tu się potoczyło wszystko szybko i
zwinnie.
Skierowanie na Morfologie, USG I RTG. Morfologia (OB -32) USG -
wykazało
powiększoną śledzionę, lekarz bez ogródek stwierdził, że może
białaczka?
Skierowanie do kliniki hematologii. tam wycięcie węzła do analizy.
Czekanie na
wyniki jakieś 3 tygodnie i diagnoza lekarza. Ziarnica Złośliwa NS CS
IIB :(
Cholera. Jestem chora? Poważnie chora? Nie pozwolę żeby jakiś śmieć
mi się w
organizmie szlajał!! Walczymy. Chemia, ciężko przeszłam, nie
wspominam o żyłach,
ale jest!! Szybka remisja!! Udało się, śmieciuch zutylizowany. W
remisji byłam 2
lata. badania kontrolne. Coś jest nie tak.(13.12.2007)
Mariczko...przykro mi...
w polu widzenia komórki ziarnicy, to nawrót. Co? Jak to? Jaki
nawrót? :( Proszę,
przyjedź jutro do kliniki, podejmiemy jakieś decyzje i od razu
podamy chemię.
(14.12.2007) Stawiłam się potulnie w klinice. Morfologia. Wyniki. I
drinkujemy.
Nienawidzę tego zapachu, tego widoku :/. W końcu koniec. Znam już
decyzje. Silna
chemia i autoprzeszczep. Walczę znowu. Męczy mnie już to, ale co
zrobić?
Walczymy i nie marudzimy :D
Re: Jak wszystko się zaczęło ... ( nasze historie
lucyper.3 23.12.07, 13:41 Odpowiedz
Postanowilam umiescic tego posta w tym miejscu, mysle, ze jest ono
bardziej
adekwatne.

Moze troche sie spoznilam z odpowiadaniem na tego posta, ale chce
dorzucic kilka
slow odnosnie profilaktyki. Pod koniec 2003 roku u mojego taty przez
przypadek (
trafil do szpitala z krwotokami z nosa) wykryto raka prostaty (
bedac w szpitalu
prywatnie zrobil PSA). W zasadzie wszystko potoczylo sie
blyskawicznie, nie
ustalono
przyczyn krwotokow, ale po wielu wizytach u specjalistow tata wybral
usuniecie
guza poprzez laparoskopie w Bydgoszczy. Musze jeszcze dodac, ze
zdecydowal sie
na ta metode tylko dlatego, ze bal sie nietrzymania moczu czesto
zwiazanego z
innymi sposobami leczenia. Po operacji lekarz zajmujacy sie tata
zalecil badanie
PSA raz w roku i poza opieka zwyklej przychodni nic. Dlugo nie
trzeba bylo
czekac na kolejna tragedie- w listopadzie tego roku przy okazji
badan okresowych
okazalo sie, ze tata ma guza na plucu. Po pobycie w szpitalu na
Plockiej i
badaniach diagnoza sie potwierdzila- niedrobnkomorkowy rak pluc z
przerzutami do
watroby.
Na koniec cisnie mi sie tylko na usta jedno pytanie- jak mozna nie
zlecic
szczegolnej opieki onkologicznej po zabiegu usuniecia nowotworu
zlosliwego? Jak
mozna bagatelizowac dolegliwosci? Jakis czas temu tate bolaly
ramiona, dostal
srodki przeciwbolowe i masci a jest to wynki naciekania guza w srone
ramienia.
Nie wspomne juz o bolach stawow i kosci.

Przeglądaj więcej postów



Temat: Śmierć dziadka-nie zdążyłam sie pożegnać
Śmierć dziadka-nie zdążyłam sie pożegnać
Jest mi tak bardzo ciężko na sercu,nie potrafię sobie poradzić ze śmiercią
mojego ukochanego dziadka.Odkąd tylko pamiętam zawsze byliśmy bardzo zżyci ze
sobą,był dla mnie tak samo ważnym mężczyzną w życiu jak mój mąż.Wychowywał
mnie razem z babcią,od małego mam wspaniałe wspomnienia z nim związane,nawet z
rodzicami nigdy nie byłam tak blisko jak właśnie z moim dziadziusiem.Od ponad
3 lat mieszkam za granicą i bardzo tęskniliśmy za sobą za wspólnymi
rozmowami,poranną kawą,spacerami...ach,jest tego tak wiele,tak wiele wspólnych
miejsc do których pójdę teraz bez niego.
Ostatni raz widziałam się z moim dziadkiem 6 miesięcy temu i nic nie
wskazywało aby jego zdrowie miało nagle się pogorszyć,a tu zaraz w połowie
marca dostaję wiadomość,że dziadek jest chory leży w szpitalu i lekarze nie
wiedzą co mu dolega.Wraca do domu na Święta Wielkanocne a zaraz po nich z
powrotem trafia do szpitala,gdzie stwierdzają udar mózgu z głębokim
paraliżem...czuję ból w sercu i żal,że nie mogę przyjechać,posiedzieć koło
niego,potrzymać za rękę.Ale stan się poprawia na około 3 tygodnie,a potem
ponownie trafia do szpitala z zanikiem pamięci,nie poznaje nikogo z rodziny
tylko babcię i woła moje imię...dzwonię do niego i szok dla wszystkich,bo
dziadziuś poznał mnie przez telefon a potem diagnoza,która powala mnie z nóg
rak płuc z przerzutami do głowy w wyniku czego powstały w głowie 3
guzy.Łzy...tyle pamiętam,mnóstwo telefonów codziennie do dziadka,bo stan
zaczął się pogarszać z dnia na dzień,paraliż,bezwład nóg i ręki,dziadek
przestał mówić... i mój straszny smutek,ból że nadal nie mogę
przyjechać.Codziennie mówił mi,ze tak bardzo tęskni za mną,że to już nie ten
sam dom gdy wyjechałam...obiecuję mu,że zaraz po jego urodzinach spotkamy
się...a dziadziuś mi odpowiedział,że będzie czekał.W końcu nadchodzi dzień
wyjazdu,dzwonię do dziadka mimo,ze nie mówił wiedziałam,że słucha,powiedziałam
o której wyjeżdżam i o której godzinie będę w domu...jadę w końcu jadę,a na
lotnisku czekają już moi rodzice każę szybko pakować walizki,bo dziadziuś
czeka...nie wiem co się działo tylko moje łzy dużo łez i słowa które padły z
ust mojej mamy,że dziadziuś mój dziadziuś nie żyje,zmarł w tej samej godzinie
o której ja wyjeżdżałam do niego...zmarł z moim imieniem na ustach...nawet
teraz płaczę gdy to piszę,bo jest mi tak strasznie ciężko,że nie zdążyłam,nie
było mnie przy nim,nie trzymałam go za rękę,mam straszne wyrzuty
sumienia.Codziennie chodziłam na cmentarz,mówiłam do niego,bo wiem i wierzę w
to,ze gdzieś tam jest i mnie słyszy,minął już prawie miesiąc,ja ciągle chodzę
ubrana na czarno,znajomi dziwnie się na mnie patrzą,wiem,że żałobę nosi się w
sercu ale chcę uszanować religijne tradycje. Ciągle go widzę,mówię do
niego,oglądam zdjęcia,słucham jego ulubionych piosenek.
Wiem,że jestem jedną z wielu,są osoby które straciły
matki,dzieci,mężów,żony,ojców i inne bliskie osoby,ale może jest ktoś na tym
forum kto może mi doradzić w jaki sposób choć niewielki złagodzić ból,mój mąż
dużo ze mną rozmawia,stara się pomóc mi,sam przez to przechodził,bo jego mam
zmarła na raka jak miał 11 lat,ale ból jest tak silny.Stałam się zamknięta w
sobie bez uśmiechu,bez tego radosnego błysku w oku,nie wychodzę z domu,nie
spotykam się ze znajomymi nie odbieram telefonów,nie śpię po nocach...tylko ta
myśl,że nie zdążyłam.
Przeglądaj więcej postów



Temat: babcia opiekująca się za kasę - granice
babcia z perspektywy paru lat
U mnie były dwie babcie i dwie rózne bajki. Moja mama mnóstwo czasu
poświęciła wnusi, to znaczy mojej córce. Najpierw, kiedy
mieszkaliśmy z rodzicami, pomagała mi się opiekować młodą. Potem jak
poszliśmy na swoje, a ja do pracy i na zaoczne studia, mama (i tata
też oczywiście) opiekowali się wnusią, żeby pomóc nam stanąć na
nogi. Tylko moim rodzicom zawdzięczam skończone studia, "karierę,
zwłaszcza w absorbującym zawodzie dziennikarza i swobodny odpoczynek
oraz imprezy od czasu do czasu. Nikt nie oczekiwał ode mnie żadnej
rekompensaty, zwłaszcza finansowej. A potem przyszedł 2007 rok...
Moja córcia miała już 13 lat. U mamy nastąpił nawrót choroby (rak
płuc z przerzutami do mózgu) i niestety wszystko zmierzało ku
najgorszemu. Najpierw jeździłam z mamą po lekarzach, a córcia
wspierała tatę spędzając z nim cały wolny czas. Powoli dotarło do
nas, że czas mamy na ziemi zbliża się do końca. Jej stan z dnia na
dzień pogarszał się znacząco. Córcia odłożyła na bok sporo zajęć
pozalekcyjnych, świadomie zaniechała również spotkań z koleżankami,
żeby wykorzystać do maksimum czas, który pozostał nam do spędzenia z
mamą. Obydwie spędzałyśmy tyle czasu, ile było możliwe z moimi
rodzicami, pomagając tacie w opiece nad mamą i wspierając go.
Dziewczyny, z jednej strony serce mi sie ściskało, kiedy widziałam,
że moja 13-latka po lekcjach biegnie do dziadków, żeby nakarmić
babcię, posiedzieć z nią (żeby tata mógł wyjść z domu i odsapnąć
trochę), a z drugiej strony czułam wielką dumę, że moja dziewczynka
jest taka mądra. Wiedziała że czas, jaki jeszcze może spędzić z
babcią kończy się nieubłagalnie (nie okłamywałam jej w tej kwestii),
więc sama chciała złapać jak najwięcej obecności babci. To wszystko,
co działo się zaledwie 13 msc temu było z jednej strony
rozdzierające, z drugiej przepiękne. Mama, dopóki starczyło jej
świadomości, cały czas powtarzała ze bardzo nas wszystkich kocha i
do ostatnich chwil pytała o swoją wnusię, czy już była, czy zjadła
obiad itd. Po śmierci mamy, córcia z takim samym zapałem opiekowała
się dziadkiem, jak i on nią.
A drudzy dziadkowie... no cóż, mała nigdy nie była z nimi związana.
Teściowie opiekowali się nią może z 3 razy, chociaz tak samo jak moi
rodzice (a teraz tata) mieszkają w tym samym mieście. Powierzaliśmy
im młodą, kiedy autentycznei mieliśmy nóż na gardle. Oni nigdy nie
byli zainteresowani wnuczką (przez 10 lat jedyną), a potem to
wnuczka nie była zainteresowana. A co się nagadali o swoich
zasługach w kwestii opieki nad wnuczką. Kurczę, najchętniej bym im
zapłaciła za tę opiekę, żeby nie wypominali jej ani nam, ani córci Przeglądaj więcej postów